wtorek, 21 stycznia 2014

Dramat ukryty w statystykach



W ostatnim czasie środki masowego przekazu, w tym również prasa brukowa, dużo uwagi poświęcają  kwestii lawino rosnącej liczby samobójstw popełnianych przez Polaków.

Policyjne statystyki wskazują, że w 2012 roku 5791 osób targnęło się na swoje życie, przy czym w 4177 przypadkach próby samobójcze zakończyły się powodzeniem. Z powyższych statystyk wysuwa się niestety dość smutny obraz kondycji naszego społeczeństwa. Eksperci, w tym m.in. psychologowie i psychiatrzy, biją na alarm, że stan zdrowia psychicznego Polaków jest z roku na rok coraz gorszy. Zwracają oni uwagę, że ludzie coraz częściej nie radzą sobie z rzeczywistością, która dotyczy nie tylko ich życia rodzinnego, ale również środowiska pracy, kwestii ekonomicznych, czy pozycji społecznej (m.in. bieda, wykluczenie). Jest to zbyt szerokie i wielowątkowe zagadnienie, aby móc w tym krótkim artykule w sposób dokładny je omówić, jednakże chciałabym przynajmniej zwrócić uwagę na pewne kwestie.

Ze statystyk policyjnych wynika, że nadal dominująca przyczyną samobójstw są choroby psychiczne oraz nieporozumienia rodzinne. Niepokojącym zjawiskiem jest jednak zdecydowany wzrost liczby samobójstw wśród najmłodszych. W 2012 r. Policja odnotowała trzydzieści przypadków, gdy na swoje życie targnęły się dzieci w przedziale wiekowym od 10 do 14 lat. Dwanaście takich prób było uwieńczonych skutkiem śmiertelnym. W tym samym okresie w przedziale wiekowym 15-19 lat odnotowano 343 próby samobójcze, zakończone zgonem w 165 przypadkach. Ludzie młodzi są coraz mniej odporni psychicznie, a jedynym rozwiązaniem jakie znajdują dla swoich problemów coraz częściej jest niestety targnięcie się na własne życie. Eksperci podają szereg przyczyn takiego stanu rzeczy - m.in. kwestie rodzinne (np. rozwody rodziców, zjawisko tzw. „euro-sierot”), presja środowiska (np. „wyścig szczurów”, porównywanie siebie z innymi, definiowanie swoje wartości poprzez posiadanie rzeczy materialnych), czy brak perspektyw na przyszłość (np. trudne warunki życiowe, brak pracy rodziców).

W tym miejscu warto także zwrócić uwagę na pojawiające się coraz częściej i bardzo dramatyczne w swoim wyrazie zdarzenia, określane mianem tzw. samobójstw rozszerzonych. Polegają one na tym, iż osoba po dokonaniu zabójstwa przynajmniej jednej osoby sama popełnia samobójstwo. Przykład z ostatnich miesięcy to tragedia w Zabrzeży (powiat nowosądecki), gdzie 52-latek, zamordował trzech członków swojej rodziny, po czym popełnił samobójstwo przez powieszenie.

W tego typu przypadkach zabójcą-samobójcą jest często głowa rodziny, która zabija swoich bliskich uważając, że bez niego sobie sami nie poradzą. Sprawca jest często przekonany, że jest to jedyne właściwe rozwiązanie trudnej sytuacji życiowej; jest wręcz przekonany, że „zabierając ich ze sobą” działa dla ich dobra. Takie dramatyczne zdarzenia często rodzą pytanie „co się stało? przecież to była taka porządna, spokojna rodzina”. Cóż, podobnie jak w przypadku przemocy domowej osoby postronne często nie dostrzegają wagi problemu, a dramat rozgrywa się w czerech ścianach. W literaturze przedmiotu podkreśla się, że samobójstwo rozszerzone łączy w sobie w elementy samobójstwa i zabójstwa, które pozostają ze sobą w ścisłym związku przyczynowo-skutkowym. Samobójstwo nie jest w prawodawstwie penalizowane. Samobójca, który po dokonaniu zabójstwa i targnięciu się na własne życie przeżyje, ponosi odpowiedzialność karną za zabójstwo (oczywiście jeśli zostanie stwierdzone, że w chwili czynu był poczytalny). Jest to jednak obszerne zagadnienie, któremu warto poświęcić odrębny artykuł.

Ponadto ze statystyk policyjnych wynika, iż miejscem gdzie najczęściej popełnia się samobójstwo są mieszkania oraz zabudowania gospodarcze. Najczęstszym sposobem dokonania zamachu na swoje życie jest powieszenie lub rzucenie się z wysokości; rzadziej zażycie trucizny lub zatrucie gazem. W licznych przypadkach samobójcy znajdują się pod wpływem alkoholu, rzadziej natomiast pod wpływem różnego rodzaju substancji psychotropowych.

Chciałabym poruszyć jeszcze jedną kwestię, a mianowicie przestępstwa polegające na dopuszczeniu namową lub pomocą do samobójstwa drugiej osoby. Zgodnie z kodeksem karnym (art. 151 kk), kto namową  lub przez udzielenie pomocy doprowadza człowieka do targnięcia się na własne życie podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5. W sposób ciągły rośnie jednak liczba osób, które dopuszczają się popełnienia tego przestępstwa. W 2000 roku  policja odnotowała 671 tego rodzaju czynów zabronionych, a na przestrzeni 12 lat liczba ta urosła do 2638 przypadków (stan na 2012 rok).  Otwarte pozostaje pytanie ile taki przypadków jest związanych z efektem szeroko rozumianej eutanazji.

Statystyki są z całą pewnością ważnym źródłem informacji dla poszczególnych dziedzin nauk; począwszy chociażby od kryminologii poprzez socjologię po psychologię. Należy jednak pamiętać, że nie są to tylko liczby, tabele i suche fakty, gdyż zazwyczaj kryją się za nimi prawdziwe i jak najbardziej realne tragedie życiowe poszczególnych osób i ich najbliższych.

piątek, 3 stycznia 2014

Sądy (nie) dla ojca?



Coraz częściej w środkach masowego przekazu można usłyszeć, iż w polskich sądach ojcowie czują się dyskryminowani, traktowani wręcz jako rodzice gorszej kategorii. Wielu z nich wierzy, że z racji samego faktu bycia mężczyzną są w postępowaniu sądowym postawieni na z góry przegranej pozycji.

Z całą pewnością na taki wizerunek polskiego sądownictwa w oczach ojców wpływa, wiele czynników – począwszy od samej organizacji funkcjonowania sądów, poprzez procedury, a skończywszy na mało obiektywnym czynniku, jakim jest mentalność ludzka.

Jednym z częstych zarzutów podnoszonych przez ojców jest okoliczność, iż ich zdaniem sądy polskie są nadmiernie sfeminizowane, gdyż składy sądów rodzinnych pozostają głównie kobiece. Ojcowie uważają, że sędziowie kobiety inaczej podchodzą do spraw rodzinnych, kierują się  przy rozstrzygnięciu konkretnej sprawy bardziej przesłankami emocjonalnymi, niż obiektywnym spojrzeniem na całość zebranego w sprawie materiału dowodowego. Z tego względu w toku postępowania mają one spoglądać przychylniejszym okiem na matkę, niż na ojca. Nie ma oficjalnych danych na temat kształtowania się proporcji płci wśród sędziów orzekających w sądach rodzinnych (w każdym razie osobiście nie spotkałam się z taką statystyką). Z mojego doświadczenia wynika jednak, iż kobieta sędzia orzekająca w sprawach rodzinnych stanowi widok dosyć częsty. Pragnę jednak podkreślić, że z mojego punktu widzenia ten fakt stanowi okoliczność mało znaczącą. Nadawanie mu przesadnego znaczenia prowadzi natomiast do nadmiernego uproszczenia tak skomplikowanego zagadnienia, jakim jest kwestia traktowania ojców w polskich sądach. Być może narażę się panom w tym momencie, ale gwoli intelektualnej uczciwości należy podkreślić, iż błędem jest przyjmowanie założenia, że każda kobieta pracująca w wymiarze sprawiedliwości będzie zawsze solidaryzować się z kobietą stojącą po drugiej stronie stołu sędziowskiego – nie zwracając uwagi na dobro dziecka, czy kierując się wyłącznie chęcią „dokopania” mężczyźnie.

Przede wszystkim należy zaznaczyć, iż główny problem stanowi funkcjonowanie sądów, a nie proporcje płci w składach orzekających. Poważnym problemem pozostają nagminnie występujące w sądach „kolejki”. W wielu wypadkach czas oczekiwania na wyznaczenie pierwszej rozprawy w sprawie rozwodowej wynosi nawet kilka miesięcy. Natomiast uzyskanie opinii biegłych sądowych z Regionalnego Ośrodka Diagnostyczno-Konsultacyjnego (RODK), stanowiącej istotny element materiału dowodowego i będącej podstawą rozstrzygnięć sądów w kwestiach rodzicielskich, może zająć nawet 6 miesięcy. Na marginesie warto zaznaczyć, że w odniesieniu do organizacji pracy ww. ośrodków i kompetencji zatrudnionych tam psychologów również coraz częściej pojawią się uzasadnione zastrzeżenia.

Istotna jest okoliczność, iż przez cały okres postępowania dziecko pozostaje zazwyczaj przy matce, która często wykorzystuje ten czas, aby manipulować psychiką i emocjami dziecka. Psychologowie wskazują, że matka może w tym okresie próbować wzbudzić w dziecku poczucie odrzucenia przez ojca („tata nas zostawił”, „tata nas już nie kocha”) lub ukazywać siebie jako rodzica w jak najlepszym świetle (np. „nikt ciebie tak nie kocha jak ja”, „z nikim nie będzie tobie tak dobrze jak ze mną).

Należy zaznaczyć, iż granie przez matkę na uczuciach dziecka, często odbywa się pod pozorem dbania o jego dobro. W rzeczywistości, co trzeba jasno i wyraźnie powiedzieć, jest ono perfidną grą, w której matka sprowadza dziecko do roli przedmiotu wykorzystywanego do odegrania się na byłym mężu. Kobieta zdaje sobie bowiem przy tym sprawę, że mężczyznę najbardziej zaboli ograniczenie lub wręcz pozbawienie kontaktu z własnym dzieckiem. W kwestiach dotyczących np. ustalenia stałego miejsca pobytu dziecka, władzy rodzicielskiej, czy ustalenia kontaktów z dzieckiem, dziecko staje się kartą przetargową pomiędzy stronami. Należy w tym miejscu zaznaczyć, iż ojciec, któremu orzeczeniem sądowym ograniczono prawa rodzicielskie lub ustalono kontakty z dzieckiem w rzeczywistości pozostaje bardzo często zdany na wolę matki przy której dziecko ma ustalone miejsce stałego pobytu. Ojcowie często skarżą się na postawę byłych żon, które pomimo prawomocnych orzeczeń sądowych niechętnie pozwalają ojcom na kontakt z dzieckiem. Nierzadko niektóre matki również wówczas manipulują dziećmi, nastawiając je negatywnie do ojców lub do nowo założonej przez niego rodziny. W efekcie z biegiem czasu dochodzi często do rozluźnienia, a następnie zerwania, więzi między dzieckiem a ojcem.

W przypadku nie wykonania lub niewłaściwego wykonania przez matkę prawomocnego orzeczenia sądowego sąd opiekuńczy, uwzględniając jej sytuację majątkową, może zagrozić  nakazaniem zapłaty na rzecz ojca oznaczonej sumy pieniężnej za każde naruszenie obowiązku (patrz art. 59815 kpc i następne). Prawnicy podkreślają, że obiektywnie patrząc procedura jest pod tym względem długa, uciążliwa i nie zawsze skuteczna (należy złożyć wniosek do sądu i poprzez wskazanie konkretnych dowodów uprawdopodobnić utrudnianie kontaktów z dzieckiem przez matkę).

Współcześnie zmienia się obraz społeczeństwa, a utwierdzone w opinii publicznej stereotypy mają coraz mniej wspólnego z rzeczywistością (m.in. w poprzednim artykule pisałam o tym, iż kobiety coraz częściej są sprawcami przestępstw znęcania się nad osobą najbliższą). Nie zawsze matka równa się anioł, a ojciec równa się tyran, Najważniejsze jest żeby w każdej sprawie wszyscy uczestnicy postępowania kierowali się dobrem dziecka.